Po niezbyt udanym pobycie w Phnom Phen, dotarlam na wybrzeze. Od wczoraj w Kambodzy trwa swietowanie Nowego Roku. Ceny kwater strasznie podskoczyly. To troche jak szukanie pokoju w Zakopanym w sylwestra ok 16.00. Ceny zaczynaly sie od 15$ za nore. Tak wiec wyladowalam w dormitorium - 24 lozka, wiele narodowosci, straszny bajzel, ale kosztuje 3$ za noc. Po nocy spedzonej na super imprezie zrozumialam, czemu tak tanio - obok jest bar, ktory tetni zyciem do 7 nad ranem:-) Ale od czego sa zatyczki do uszu - dzieki Mala:-)
w Siem Reap poznalam urocza pare z Indii, mieszkajaca na stale w Anglii. Skontaktowalismy sie przez Facebooka. Szukalam ich niemalze 3 godziny, pytalam w wielu hotelach i tak poznalam jednego wieczoru 3 panie, ktore nazywaly sie Shona i byly z Anglii, dopiero na koncu znalazalam te wlasciwa:-) Czekajac na nich, poznalam super ludzi z Filipin i kolejnego swira z Angli - wszyscy mega pozytywnie zakreceni. Razem spedzilismy cala noc na celebrowaniu Nowego Roku. swietowanie polega na polewaniu sie woda, z takich pistoletow plastikowych - troche jak smigus dyngus u nas. Smaruja sie tez bialym pudrem dla dzieci w proszku. Wszyscy sa kompletnie przemoczeni i umorusani bialym proszkiem. Do tego impreza na 100 fajerek - no i wlasnie duzo fajerwerkow - puszczanych z plazy. Niesamowite. I tak przez kolejne 2 dni - w sumie bawia sie 3 dni, a nie tak jak my, tylko jedna noc:-))) Chcialam dotrzymac do wschodu slonca, ale padlam... jednak oslabienie organizmu dalo mi sie we znaki odrobine.
Jednak czuje sie juz super. Zatem zaraz hops do morza a potem na skuter:-)
calusy noworoczne
A.
Znaczy sie jest fajnie :)?
OdpowiedzUsuń