I o to jestem, ư Wietnami, od kilkunastu godzin.
Z kambodzanskiego ưybrzeza przenioslam sie do Kompot, aby ostatnia noc spedzic ze znajomymi Shona i Asherem.
Z samego râna mialam autobus do Wietnamu.
Do granicy jeszcze jakos bylo, chociaz z droga bywalo rozniez. Prawdziwa jazda zaczela sie po przekroczeniu ganicy. W Kambodzy nie ma panstwowych autobusow, sa tylko prywatne firmy, ktore woza ludzi. Dlatego, nigdy nie wiesz na co trafisz i jaki to bedzie mialo standart (oczywiscie na wszystkich reklamach sa piekne, wielkie autobusy, informacja o klimatyzacji itp). Po przekroczeniu granicy musielismy zmienic nasz klimatyzowany minibus, na lokalny srodek transportu, wraz z lokalesami oczywiscie. I tak w autobusie, ktory mial ok 10 miejsc siedzacych, w pewnym momencie bylo ok 30:-) Wszyscy siedzieli sobie na kolanach, lub stali wystajac poza drzwi autobusu. A towary jakie ludzie przewozili byly przenajrozniejsze - worki z ziarnem, owoce, kury, nawet wielkie kawaly drewna. Cyrk na kolkach, mowie Wam.
Wiekszosc bagazy byla na dachu, bo w srodku by si nie zmiescila. I ocywiscie zlpal nas monsunowy deszcz, ktory w 3 sekundy przemienil droge w calkiem wartka rzeke. Natychmiast rozpoczela sie akcja chowania bagazy do srodka i zamyania wszystkich okien i drzwi. Mozecie sobie wyobrazi - 30 osob, roznej plci, wieku, i stanu higieny, zamkniety w malutkim busie wraz z mokrymi bagazami - i tak przez nastepne 2-3 godziny. Hardcore jakich malo:-)
Czesc ludzi wysiadala po drodze, czasem na ich miejsce ktos sie dosioadal. Wszyscy turysci jacy ze mna jechali, zmierzali do Ho Chi Mihn, czyli do Sajgonu. Ja jedna wysiadalm w Chau Doc. Patrzyli sie na mnie z politowazniem - co sama biala turystka bedzie robic na takim zadupiu?
Autobus z reszta odjechal a ja stalam sama jak palec z mokrym i mega ciezkim plecakiem. Poroz trwala ok 8 godzin ( a mialo byc 5), wiec bylam glodna jak wilk. Do tego bankomat w Kambodz odmowil posluszenstwa, wiec stalam tam sobe tylko z 20 dolarami w kieszeniu.
Jednak nie musialam dlugo czekac. Podszedl do mnie Wietnamczyk, niezle mowiacy po angelsku. Zaproponowal podwozke do centrum i znalezienie dla mnie noclegu. Przyznam, ze jazda po wietnamskim miescie na motorze - wyzwalajaca adrenaline. Dostalam swoj kask - ewenement:-) tak wiec z wielkim plcakiem, na motorze, dotarlam do centrum Chau Doc.
Jutro wyplywam lodka w Delte Mekongu. 3 dni podroz, az do samego Sajgonu.
Pierwsze wrazenie z Wietnamu? Piekny kraj, piekna roslinnosc, kolory, piekne gory i lasy. Dobrze sie zapowiada.
Sciskam mocno
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz