sobota, 12 maja 2012
środa, 9 maja 2012
Puk, puk...wrocilam
Czemu zatem w pewnym momencie przestalam pisac bloga? W koncu to miala byc moja relacja z podrozy zycia, kontakt z bliskimi i przyjaciolmi a rowniez pamiatka dla mnie.
Byc moze to dlatego, ze globtroterska podroz zatrzymala sie w Sajgonie po niecalym miesiacu podrozowania. To miasto wssysa, wciaga i magnetyzuje, definitywnie uleglam wszystkim mocom tego miejsca. Swoj plan podrozy zrealizowalam w calosci, tyle, ze w roznych odstepach czasu. Jednak moje miejsce jest tu i teraz, w Sajgonie. No i zawsze mialam na bakier z regularnoscia....
Moglabym w nieskonczonosc wyliczac powody, dla ktorych wtedy powiedzialam TAK dla Azji.
Dla smaczku podam kilka.
Po pierwsze- LUDZIE. Miks kulturowy jakiego w zyciu nie doswiadczylam. Nagle zaczelam poznawac ludzi, doslownie, z calego swiata. Z kazdego kontynentu. Ludzi, ktorzy czasami sa tak rozni - maja nie tylko inny kolor skory i mowia innymi jezykami - ale przede wszystkim maja inne percepcje na swiat, zycie oraz najdziwniejsze inne tematy. Ludzi na roznych etapach swojej podrozy, czy to tej z plecakiem, czy ogolnej przez zycie. Sluchanie ludzi wciaga. To jest miejsce, gdzie nigdy nie bedziesz sam, jesli tego wlasnie potrzebujesz. Zawsze znajdzie sie ktos do pogadania czy pomocy. Dla podkreslenia dodam, ze pomoc przychodzi tutaj rowniez od ludzi zupelnie nieznajomych. Czy to chodzi o pozyczenie pieniedzy, czy podzielenie sie pokojem w hostelu. Tu nie ma mowy o tym, zebys nagle zostal w czarnej dupie. Tu ludzie dbaja o siebie nawzajem, zwlaszcza wzgledem obcokrajowcow czy nieznajomych.
Po drugie- DOSWIADCZENIA. Doswiadczanie na kazdym kroku, to samo co kazdy z nas robi na codzien, z ta roznica, ze ja doswiadczalam NOWEGO. Wszystko bylo nowe. Jedzenie, temperatura, ruch uliczny, cale otoczenie. Innosc wciaga czasem jak narkotyk a ja bardzo chcialam cos zmienic w swoim zyciu, we mnie. Garnelam wiec garsciami, opychalam sie ta innoscia i nadal nie mialam dosc. Codziennie powtarzalam sobie, ze jestem wielka szczesciara, mogaca doswiadczac tego wszystkiego.
Po trzecie - NAUKA. Nie sztuka jest tylko ogladac i doswiadczac i gadac z ludzmi. Dla mnie sztuka jest przekuc to w cos co mnie zmieni, na lepsze. Stad pomysl, ze jak juz tu jestem i sie tak swietnie bawie, to czemu by nie zdobyc nowych umiejetnosci, ktore wykorzstam w przyszlosci. Tak zrodzil sie pomysl, zeby tu zostac, poeksplorowac jeszcze troche i stworzyc liste rzeczy, ktore moge robic tu i uczyc sie nowego jednoczesnie. Tak na przyklad wyladowalam jako nauczyciel marketingu i ekonomii. Dla wyjasnienia dodam, ze ja to jestem zwierze humanistyczne, wiec najpierw musze opanowac temat a wrecz go zrozumiec. Czasm jest nawet tak, ze musze zaczac lekture od wersji polskiej bo po angielsku to brzmi jak w innym jezyku- oczywiscie z racji mojej slabej znajomosci tematu. Potem tworze strukture wykladu a na koniec przekazuje to po angielsku, wietnamczykom, ktorych poziom angielskiego nie nalezy do najlepszych. niezle jaja co? Zatem czemu to robie - to sie chyba nazywa powolanie - zawsze chcialam nim zostac nauczycielem. To ze robie to teraz od tzw "dupy strony" dodaje tylko pikanterii calej tej sytuacji.:-) Mialam po prostu okazje zaczac w szkole o takim profilu i dostalam takie zajecia - i caly pic polega na tym, ze nie powiedzialam nie, tylko TAK liczac sie ze wszystkimi konsekwencjami tego szalonego pomyslu. To tylko jeden z planow. Trzymajcie kciuki za reszte:-)
No i jeszcze dodam, ze czas przybiera tu inna forme i jest zupelnie inaczer rozumiany niz w Europie. Tu sie nikt nie spieszy. I nie ma stresu z tym zwiazanego.
Zajrze tu jeszcze i postaram sie Wam pokazac Azje z mojej perspektywy.
Sciskam
A.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
