czwartek, 5 maja 2011

Posrod tubylcow i ekspatow

Jak sie pewnie domyslacie, wciagnelam sie w Sajgon jak nie wiem co... niesamowite miejsce.
PO tygodniu spedzonym na nawiazywaniu coraz to nowych i ciekawych znajomosci, uswiadomilam sobie jak ogromny potencjal drzemie w tym miejscu.
Bardzo latwo jest tu dostac prace, jesli sie ma wyzsze wyksztalcenie, doswiadczenie jako takie w pracy i certyfikat potwierdzajacy umiejetnosci poslugiwania sie jezykiem angielskim.
Okazuje sie, ze moje doswiadczenie zarowno reklamowe jak i wiedza ze studiow jest tu mocno poszukiwana.
Dlatego zostane tu na jakis czas i zobacze co moge z tego miejsca wycisnac.
Wczoraj bylam w malutkim klubie, gdzies posrodku dystryktu 4, Yoko bar. W srody zawsze odbnywa sie tam koncert na zywo niesamoitej wietnamskiej kapeli. Graja jak szaleni. Czasem autorskie aranzacje znanych rockowych kawalkow, czasem wplatali swoje utwory. W pewnym momencie porwali do tanca cala knajpe, wszyscy tanczyli, niezaleznie od wieku, koloru skory, pochodzenia, wszyscy dali sie poniesc niesamowitej magii transu tanca.
Genialne sa tu taksowki motocykle. Wsiadasz na motor a kierowca zawozi Cie pod wskazany adres. Ruch uliczny - zadnych zasad. Wiem, ze jak tu zostane to bede musiala stawic czola tubylcom i nauczyc sie jak poruszac sie po ulicach HCMC.
Robi sie coraz gorecej, w ciagu dnia bywa ze temperatura siega 36 stopni. Dlatego najlepiej prowadzic zycie nocne, tudziez wieczorne, kiedy chlodzaca bryza znad rzeki ochladza troche ociezale z upalo powietrze.
Dobrze mi tu, nie wiem, co tak naprawde zauroczylo mnie w tym miescie, ale chce poczuc naprawde bicie jego serca.
Tak wiec do nastepnego!
Calusy
A.